Tim Berners-Lee i sepulki

Czyli o tym, że w hipertekście ważna jest swoboda łączenia węzłów.

Mamy rok Lema, więc zgrabnie będzie zacząć dziś od niego. Oto w Podróży czternastej, opublikowanej po raz pierwszy w “Przekroju” w roku 1956, Ijon Tichy odwiedza planetę Ardrytów. Ich kultura zafiksowana jest na punkcie sepulek, równocześnie nakłada na nie pewne tabu. Ponieważ nikt nie jest w stanie wytłumaczyć Tichemu, czym są sepulki, ten sięga do Encyklopedii Kosmicznej prof. Tarantogi:

Encyklopedia kosmiczna definiuje sepulki przez sieć odniesień, które niczego nie wyjaśniają. Poszczególne definicje wzajemnie siebie określają, ale efekt jest taki, że wciąż nie wiemy, na czym polega sepulenie (chociaż wiemy z lektury Podróży czternastej, że nie należy o tym rozmawiać w towarzystwie). Encyklopedia kosmiczna nie podawała też żadnych przypisów do prac zewnętrznych - a może poza jej indeksem Tichy zaspokoiłby w końcu swoją ciekawość?

Efekt zamkniętego indeksu czy referencji kierowanych wyłącznie do wewnątrz to duże wyzwanie dla organizacji wiedzy. Także tej praktykowanej za pomocą komputerów.

Kiedy po raz pierwszy zacząłem majstrować przy programie, który ostatecznie dał początek idei World Wide Web, nazwałem go Enquire, skrót od Enquire Within upon Everything, starej, zatęchłej książki z wiktoriańskimi poradami, którą zauważyłem jako dziecko w domu moich rodziców pod Londynem

- pisze Tim Berners-Lee w wydanej w 2000 roku książce Weaving the Web: The Original Design and Ultimate Destiny of the World Wide Web. Przyznaje w niej, że wymyślenie WWW było procesem, a nie czymś w rodzaju iluminacji, a jedną z inspiracji była właśnie lektura starej encyklopedii dla dzieci.

Enquire - napisany w 1980 roku program, mający pomóc w zarządzaniu informacją w CERN, przypominał nieco dzisiejsze wiki. W tym czasie Berners-Lee bazować mógł już na całkiem sporej tradycji myślenia o informacji jako sieci połączeń oraz na koncepcji hipertekstu (zaproponowanej przez Teda Nelsona w 1965 r.). Enquire był czymś w rodzaju encyklopedii, różnił się jednak od drukowanych wydań tym, że sieć połączeń między hasłami była otwarta - każdy mógł dodać swój węzeł.

Kluczowy problem polegał jednak na tym, że taka sieć wciąż była otwarta jedynie pozornie. W drukowanej encyklopedii poszczególne hasła odwołują się do innych haseł, sieć wiedzy jest zamknięta, nawet jeśli publikowane są przypisy do innych książek. Jeśli czytasz encyklopedię i nie masz ich pod ręką, nie możesz skorzystać z linkowanej wiedzy. Enquire działał podobnie, ponieważ trudno było podłączyć pod niego zasoby informacyjne z innych systemów, innych komputerów i innych sieci. Tymczasem hipertekst byłby najpotężniejszy, gdyby można było łączyć ze sobą absolutnie wszystko - pisał Berners-Lee. W pewnym miejscu przywołuje też wspomnienie ojca czytającego w domu pracę na temat systemu organizowania informacji w mózgu - komputery powinny podobnie organizować informacje, łączyć je nie tyle w hierarchiczne drzewa, ale w kształtowaną swobodnie sieć relacji.

WWW był konsekwencją takiego myślenia. 32 lata temu, w marcu 1989 roku, Berners-Lee opublikował szkic specyfikacji w pełni otwartego hipertekstu. Pisał w niej m.in:

Większość dostępnych obecnie systemów korzysta z jednej bazy danych. Użytkownicy uzyskują do niej dostęp za pomocą rozproszonego systemu plików. Niewiele jest produktów, które na poważnie traktują pomysł Teda Nelsona o szerokim "docuverse", pozwalającym na łączenie węzłów w różnych bazach danych. Aby go umożliwić, konieczna jest pewna standaryzacja.

WWW miał być rozproszonym i otwartym hipertekstem. Każdy miał mieć możliwość publikowania w takiej sieci - ale żeby było to możliwe, koniecznie należało wypracować podstawowe standardy takiego komunikowania. Stąd wziął się właśnie protokół HTTP. Język HTML, również mający dość długą tradycję (SGML od lat 60.) był logiczną konsekwencją otwartości linkowania - każdy miał mieć prawo dodawania odnośników w dowolnym miejscu dokumentu (“wszystko powinno być linkowalne“), a równocześnie każdy dokument spełniać miał podstawowe standardy organizacji informacji.

Być może w otwartym i rozproszonym hipertekście sepulki dałoby się w końcu zdefiniować. Jeśli nie przez bezpośredni opis, to przez analizę sieciową - analizę relacji między hasłami na ich temat. Tichy mógłby wyjść poza informacje zawarte w Encyklopedii Kosmicznej i zbudować sobie obraz sepulek na podstawie wpisów na jakimś niszowym forum anonimowych entuzjastów sepulenia - otwarty hipertekst to przecież także łączenie źródeł informacji o bardzo różnym charakterze.

Nowe pomysły na rozwój Webu - wychodzące także od Bernersa-Lee i jego Web Foundation, miałyby przywrócić prawdziwą otwartość sieci, ograniczaną dziś przede wszystkim przez media społecznościowe, podważające wartość linku jako nośnika informacji. Ale to już inna historia.


Zachęcam do odwiedzenia strony Historia i Media oraz polecania tego newslettera znajomym. Obecnie subskrybuje go 12 osób.

Jeśli ten newsletter wymaga zmian/poprawek, proszę o komentarz na m@wilkowski.org

Marcin Wilkowski